W zależności, czy jesteście bardziej w obozie The Rolling Stones czy The Beatles, nowa płyta The Kills spodoba wam się, bądź nie.

Od razu sprecyzuję. Nie, Alison Mosshart i Jamie Hince na “Ash & Ice” nie przypominają ani Czwórki z Liverpoolu, ani Micka Jaggera i spółki.

O co więc chodzi? Otóż, jeśli jesteście zwolennikami artystycznego rozwoju, zaskoczeń i ciągłych poszukiwań (co było atrybutem The Beatles) raczej nie będziecie zachwyceni nowym The Kills.

Ale jeśli cenicie sobie pewne status quo, konsekwencję i trzymanie się swojej stylistyki (wzorem The Rolling Stones), będziecie mieć sporo radości z słuchania tego krążka duetu. Innymi słowy, The Kills nie zmienili się – i może być to wada, ale i zaleta.

Z jednej strony chciałoby się ponarzekać, że znów to samo – brudne riffy, przestery, głos przepuszczony przez ustrojstwa, ogólna chropowatość i surowizna.

Z drugiej jednak, te gęste gitary, silny, niepozbawiony emocji wokal, rockowy charakter i pewna zadziorność nadal są sexy i wciąż dobrze się tego słucha.

Powłóczyste “Heart of a Dog”, “Bitter Fruit” będące nieślubnym dzieckiem Queens of the Stone Age i ZZ Top, podskórnie nerwowe “Siberian Nights” czy rytmiczne, ostre “Whirling Eye” to kapitalne numery, niczym nieustępujące starszym nagraniom. Ba, na pewno znakomicie sprawdzą się na żywo.

Nowe numery nie zadziwiają, ale elektryzują. I żeby nie było, że wszystko po staremu, mamy na “Ash & Ice” nieco więcej elektroniki czy raczej jest ona śmielej wyeksponowana, czego doskonałym przykładem mój faworyt w zestawie – “Hard Habit to Break” z radioheadową, warstwową rytmiką.

Jasne, VV i Hotel mogliby trochę bardziej zaryzykować, czasem zejść z utartych szlaków, najzwyczajniej poszaleć. Niewykluczone jednak, że wtedy zarzucalibyśmy im wydziwianie i bezsensowne eksperymenty. A tak, jest bezpiecznie, przewidywanie, ale naprawdę dobrze.

Nie ma więc, co marudzić, trzeba słuchać i przygotowywać się do koncertu na OFF Festivalu.


POLUB NASZ SERWIS NA FACEBOOKU

R E K L A M A » meble na wymiar gniezno

loading...
loading...
źródło:megafon
PODZIEL SIĘ