Pół wieku na scenie i wciąż ten niesamowity głód poszukiwań, przekładający się na albumy wymagające, a jednocześnie nasycone prostym i pięknym przekazem. Coraz mniej jest takich, którzy to mają i potrafią. Paul Simon jest jednym z niewielu.

Mistrz melodii i trafiającej w serce piosenki kotletów nie lubi. Tych odgrzewanych w szczególności.

Paul za parę miesięcy skończy 74 lata, ale tak ogromnej świeżości, pomysłowości, bijącej z utworów radości, zabawy oraz szczerych i pięknych emocji, może mu pozazdrości wielu, jeśli nie każdy.

Interwał wydawniczy Amerykanin ustawił sobie na mniej więcej pięć lat, co lekko mnie niepokoi, bo z naturą nikt nigdy nie wygrał.

Ale słuchając “Stranger To Stranger” i oglądając Simona w materiałach wideo do albumu, nie mam wątpliwości, że jeszcze parę razy ucieszy nas swoją nową muzyką.

Co zaś do zawartości “Stranger To Stranger”, to jest ona płytą silnie stawiającą na rytm, perkusję, perkusjonalia. Wyraźny ukłon Simona dla jego fascynacji muzyką afrykańską i południowoamerykańską. Paleta barw, jak to u niego, jest przebogata, naznaczona polotem, nieprawdopodobną wrażliwością i wyczuciem.

Znajdziemy więc ślady jazzu, folku, popu, a nawet współczesnej elektroniki, bo za sprawą syna Paul zachwycił się do tego stopnia włoskim artystą o ksywce Clap! Clap! (Cristiano Crisci), że zaprosił go do współpracy.

Gdy wybrzmiała ostatnia, piękna piosenka “Insomniac’s Lullaby” spojrzałem na licznik i okazało się, że album trwa zaledwie 37 minut! A dzieje się na nim tyle, że można odnieść wrażenie, iż nagrano nań minimum godzinę muzyki.

Tyle się tu dzieje, podróż przez “Stranger To Stranger” jest tak ciekawa, niespodziewana i jednocześnie tak esencjonalna w warstwie tekstowej, że nie sposób nie ulec jej urokowi.

Gorąco polecam poczytać teksty Simona, niektóre intymne i wyraźnie osobiste, inne traktujące o ciężkim losie tych, którzy nie mają na życie albo utracili bliskich, albo opisujące zabawne sytuacje, które, mam przeczucie, przytrafiły się samemu artyście.

Ten ostatni przypadek to oczywiście “Wristband”, pięknie pulsująca i prowadzona przez kontrabas. Aczkolwiek nie tylko powszechnie znane instrumenty zostały tu użyte.

Simon zafascynował się bowiem, na przykład, chromelodeonem, stworzonym przez teoretyka muzyki Harry’ego Partcha w połowie XX wieku i wykorzystał jego brzmienie na albumie.

Jeśli ktoś szuka przebojów na miarę “Graceland” albo “You Can Call Me Al”, na “Stranger To Stranger” ich nie znajdzie.

Paul Simon od dawna nie schlebia niczyim gustom, nie interesują go playlisty, ściganie się na listach, lecz opowiadanie ludziom ciekawych historii przez piękne piosenki. Nie brakuje mu w tym fantazji i żyłki poszukiwacza.

I dopóki tak będzie, dopóty będziemy mieli okazję cieszyć się z tak pięknej muzyki jak na “Stranger To Stranger”.

Tracklista:
1. The Werewolf
2. Wristband
3. The Clock
4. Street Angel
5. Stranger to Stranger
6. In a Parade
7. Proof of Love
8. In the Garden of Edie
9. The Riverbank
10. Cool Papa Bell
11. Insomniac’s Lullaby

POSŁUCHAJ SINGLA
PAUL SIMON – WRISTBAND


POLUB NASZ SERWIS NA FACEBOOKU

R E K L A M A » meble na wymiar gniezno

loading...
loading...
PODZIEL SIĘ