Maryla Rodowicz od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny muzycznej. Choć wielu artystów w podobnym wieku ogranicza aktywność sceniczną, ona wciąż konsekwentnie koncertuje. Dlatego jej obecność na “Sylwestrze z Dwójką” była dla widzów czymś oczywistym, a zarazem szeroko komentowanym wydarzeniem.
Występ artystki miał być efektownym elementem noworocznego widowiska TVP. Ostatecznie jednak okazało się, że za scenicznym blaskiem kryły się poważne trudności, o których publiczność nie miała pojęcia.
Maryla Rodowicz na “Sylwestrze z Dwójką”
Podczas sylwestrowej nocy Maryla Rodowicz zaprezentowała się w stylizacji inspirowanej estetyką kowbojską. Złoty gorset, wyraziste dodatki oraz charakterystyczna fryzura miały podkreślać jej sceniczną charyzmę. Również sama koncepcja występu była nietypowa, ponieważ artystka śpiewała, siedząc na huśtawce udekorowanej kwiatami.
Obok niej pojawili się umięśnieni mężczyźni bez koszulek, którzy bujali konstrukcję w rytm muzyki. Ten element choreografii szybko przyciągnął uwagę widzów oraz internautów, którzy szeroko komentowali widowisko w mediach społecznościowych.
Problemy, których widzowie nie zauważyli
Choć całość prezentowała się widowiskowo, sama Maryla Rodowicz po czasie przyznała, że warunki na scenie były wyjątkowo trudne. Jak wynika z jej relacji, kluczową rolę odegrała pogoda, a konkretnie silny wiatr, który skutecznie utrudniał kontrolę nad wyglądem oraz komfortem występu.
Artystka zwróciła uwagę, że misternie przygotowana fryzura bardzo szybko przestała spełniać swoją funkcję. Wiatr był na tyle silny, iż odebrał jej jakąkolwiek możliwość panowania nad wizerunkiem scenicznym. Mimo to zdecydowała się kontynuować show, ponieważ publiczność oczekiwała profesjonalnego występu.
Awaria sprzętu na oczach tysięcy widzów
Jakby tego było mało, na scenie doszło również do poważnej usterki technicznej. Podczas występu oderwał się kabelek od prawej słuchawki odsłuchowej, co dla wokalisty stanowi ogromne utrudnienie. Maryla Rodowicz przyznała, że przez dłuższą chwilę próbowała dociskać słuchawkę, licząc, iż problem uda się opanować.
Niestety nadzieja okazała się złudna. Po zejściu ze sceny słuchawka dosłownie została jej w ręku. Mimo tego artystka nie przerwała występu, co wielu obserwatorów uznało za dowód jej profesjonalizmu oraz wieloletniego doświadczenia.
“Bujacze” uratowali sytuację
W swojej relacji Maryla Rodowicz nie zapomniała również o mężczyznach odpowiedzialnych za element choreograficzny z huśtawką. Jak podkreśliła, pozostali oni na posterunku do samego końca, mimo niesprzyjających warunków pogodowych i braku koszulek.
Ich determinacja sprawiła, że występ udało się doprowadzić do finału bez większych zakłóceń. Artystka wprost przyznała, że to właśnie oni pomogli uratować sytuację w kluczowym momencie.
Dopiero po poznaniu tych szczegółów wielu widzów spojrzało na sylwestrowy występ Maryli Rodowicz z zupełnie innej perspektywy. To, co na ekranie wyglądało na dopracowane show, w rzeczywistości wymagało improwizacji oraz ogromnego opanowania.
Podsumowując, sylwester TVP okazał się nie tylko muzycznym wydarzeniem, lecz także prawdziwym testem odporności scenicznej. Maryla Rodowicz po raz kolejny udowodniła, że nawet w trudnych warunkach potrafi zachować klasę oraz profesjonalizm.
Zobacz też: