W skrócie:
- Szokujący bilans: Norbi przyznał, że w ciągu 17 lat uzależnienia od hazardu mógł stracić od 7 do 10 milionów złotych.
- Podwójne życie: Mimo grania 300 koncertów rocznie, artysta prosto ze sceny jechał do kasyna, gdzie zostawiał całe zarobione kwoty.
- Dramat małżeński: Żona Norbiego dowiedziała się o wszystkim rok po ślubie, gdy odkryła, że wspólne oszczędności na dom zniknęły.
- Trudna terapia: Para skorzystała z leczenia w publicznej służbie zdrowia i wprowadziła notarialne zakazy, by ratować małżeństwo i finanse.
Norbi przez wiele lat prowadził podwójne życie. Z jednej strony scena, koncerty i popularność. Z drugiej strony uzależnienie, które stopniowo przejmowało kontrolę nad jego codziennością. W „Dzień Dobry TVN” artysta zdecydował się opowiedzieć o tym razem z żoną, nie pomijając żadnych trudnych faktów.
Uzależnienie od hazardu trwało aż 17 lat. Początkowo Norbi traktował grę jako rozrywkę. Jednak z czasem wszystko wymknęło się spod kontroli. Artysta przyznał, że przez długi czas żył w kłamstwie, także wobec najbliższych. Mimo popularności i wysokich zarobków, pieniądze znikały w zastraszającym tempie.
W okresie największej aktywności zawodowej Norbi koncertował nawet 300 razy rocznie. Gotówka trafiała prosto do jego rąk. Zamiast do domu, często jechał jednak w inne miejsce. Kasyno stało się dla niego drugim światem. Tam czuł się akceptowany i bezpieczny, przynajmniej pozornie.
Norbi wprost o uzależnieniu od hazardu
Podczas rozmowy w „Dzień Dobry TVN” padły słowa, które wybrzmiały wyjątkowo mocno. Norbi nie próbował się wybielać. Wprost przyznał, że przez lata był mistrzem manipulacji. Hazard pochłonął nie tylko jego pieniądze, ale także relacje i zaufanie.
„Koncertów było bardzo dużo, może 300 rocznie. Jedziesz na weekend, grasz pięć koncertów. Przywozisz pieniądze i nie idziesz do domu, tylko do kasyna” – wyznał.
Artysta próbował oszacować straty finansowe. Przyznał jednak, że dokładna kwota jest trudna do policzenia. Szacunkowo mogło to być od 7 do nawet 10 milionów złotych. Bywało, że w jeden weekend przegrywał cały zarobek z kilku koncertów.
„Jeśli przegrywałem 500 tysięcy rocznie, to może było siedem milionów. Może dziesięć. Może więcej, może mniej” – mówił bez ogródek.
Aby mieć środki na grę, Norbi brał niemal każde zlecenie. Nie liczyła się stawka ani prestiż. Liczył się tylko dostęp do gotówki. Jak sam przyznał, nie zastanawiał się wtedy nad konsekwencjami.
„Brałem wszystko. Czy pięć tysięcy, czy dziesięć. Biorę. Chcesz reklamę na butli z gazem? Jasne” – opowiadał.
„Wyczyścił konto”. Żona Norbiego o dramacie w domu
Najbardziej poruszające słowa padły jednak z ust żony Norbiego. Kobieta przyznała, że przez długi czas nie miała pojęcia o skali problemu. Co więcej, o uzależnieniu wiedzieli niemal wszyscy dookoła, tylko nie ona.
„Zbierałam na dom i nagle tych pieniędzy nie ma. Wyczyścił konto. Dopiero wtedy mleko się wylało” – powiedziała w studiu.
Żona artysty opisała momenty, które dziś wspomina z bólem. Zdarzało się, że Norbi nie miał pieniędzy nawet na podstawowe zakupy. Pewnego dnia przyniósł do domu tylko dwa pomidory, bo na więcej nie było go stać. Jak się później okazało, pieniądze przepadły w kasynie.
Dowiedziała się o wszystkim dopiero po roku od ślubu. To był moment, który niemal zakończył ich związek. Czuła się oszukana i zdradzona. Porównała swoje emocje do zdrady w relacji.
„To było uczucie, jakby ktoś mną manipulował i kłamał na każdym kroku” – przyznała.
Małżeństwo stanęło na krawędzi rozpadu. Ostatecznie zdecydowali się na terapię. Co istotne, nie była to droga prywatna. Skorzystali z leczenia w ramach publicznej służby zdrowia, ponieważ nie mieli środków finansowych. Dodatkowo zabezpieczyli się formalnie. U notariusza podpisano zakazy, które miały uniemożliwić Norbiemu dostęp do hazardu. Tylko żona mogła je ewentualnie cofnąć.
Artysta przyznał również, że po terapii musiał na nowo nauczyć się wartości pieniądza. Bywało, że na trasę koncertową wyruszał z symboliczną kwotą. Jak opowiadała jego żona, za 20 złotych potrafił kupić colę, zapiekankę i jeszcze oddać resztę. Dziś Norbi mówi otwarcie o swojej przeszłości. Jego historia stała się przestrogą, ale także próbą rozliczenia się z dawnymi błędami. Wyznanie w „Dzień Dobry TVN” poruszyło widzów, bo padły słowa szczere, trudne i niewygodne.



