Julia Wróblewska o decyzji, która zmieniła wszystko
Julia Wróblewska nie ukrywa, że dorastanie w blasku fleszy miało swoje konsekwencje. Choć początki wspomina z sentymentem, bo jak mówiła wcześniej, była to dla niej przygoda i zabawa, z czasem presja zaczęła narastać. Widzowie pokochali ją jako Michalinę w filmie „Tylko mnie kochaj”, później oglądali w serialach „M jak miłość”, „Rodzina zastępcza plus” czy „Naznaczony”. Jednak popularność, choć dawała satysfakcję, nie zawsze szła w parze ze spokojem.
W rozmowie w programie „Halo, tu Polsat” 27-latka wróciła do momentu, który określa jako przełomowy. W 2021 roku zdecydowała się na leczenie w publicznym szpitalu psychiatrycznym w Krakowie. Jak podkreśliła, była to świadoma i dobrowolna decyzja.
„Uważam, że to była jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu. Poszłam tam dobrowolnie i z motywacją, żeby troszeczkę ustabilizować swoje zdrowie i nie żałuję tej decyzji absolutnie” – zaznaczyła.
Nie mówi o tym z żalem, lecz z poczuciem odpowiedzialności. Podkreśla, że pobyt w ośrodku pozwolił jej uporządkować wiele spraw i spojrzeć na siebie bez medialnego filtra. W jej ocenie była to konieczność, aby odzyskać równowagę, którą przez lata stopniowo traciła.
Dorastanie pod okiem kamer i poczucie niezrozumienia
Wróblewska otwarcie przyznała, że zmagała się z zaburzeniami osobowości typu borderline. Jak tłumaczyła, dorastanie na oczach całej Polski wpłynęło na jej relacje z rówieśnikami. Podczas gdy inni spędzali czas na podwórku, ona pracowała na planach filmowych.
„Ciężko było mi dorosnąć, ciężko było mi popełniać błędy, bo wydawało mi się, że wszystko było relacjonowane, każde moje zachowanie, każde moje potknięcie. I bardzo mi brakowało takiej prywatności i bezpiecznej przestrzeni w tamtych czasach” – wyznała.
Jak przyznała, często czuła się niezrozumiana. Presja oczekiwań, komentarze w sieci oraz medialny wizerunek, który – według niej – nie oddawał jej prawdziwej osobowości, sprawiały, że coraz trudniej było jej funkcjonować normalnie. Choć z jednej strony spełniała zawodowe marzenia, z drugiej zmagała się z poczuciem izolacji.
Prowadząca zapytała również, czy miała żal do rodziców za wprowadzenie jej do show-biznesu. Odpowiedź była jednoznaczna.
„Nie mam żadnego żalu. Wydaje mi się, że to ja byłam takim motorem napędowym, to ja chciałam w tym show-biznesie zostać” – podkreśliła.
Nie zrzuca więc odpowiedzialności na nikogo. Wręcz przeciwnie, mówi o swoich wyborach wprost i bez uciekania od trudnych tematów.
Dziś trzyma się z dala od świecznika
Choć mogłaby nadal korzystać z rozpoznawalności, Julia Wróblewska wybrała inną drogę. Nie przyjmuje masowo propozycji udziału w celebryckich programach, nie zabiega o obecność na ściankach. Jak sama przyznaje, prawdziwy spokój odnalazła dopiero po latach.
Dziś skupia się na własnym rozwoju oraz na normalizacji rozmów o zdrowiu psychicznym. W związku ze zbliżającym się Światowym Dniem Walki z Depresją ponownie zabrała głos, aby przypomnieć, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Wręcz przeciwnie – bywa dowodem odwagi.
Choć nagłówki nadal się pojawiają, a przeszłość wciąż budzi zainteresowanie, ona patrzy na swoje doświadczenia z dystansem. Nie mówi o nich w tonie sensacji, lecz jako o etapie, który był potrzebny, aby zrozumieć siebie.
Historia Julii Wróblewskiej pokazuje, że za medialnym wizerunkiem często kryją się doświadczenia, których widzowie nie dostrzegają. Tym razem aktorka zdecydowała się opowiedzieć o nich sama – bez filtrów i bez udawania, że wszystko było proste.
Osoby potrzebujące wsparcia mogą skontaktować się z Całodobowym Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222. Pomoc dostępna jest zarówno dla osób w kryzysie, jak i dla ich bliskich.
- Sprawdź również: Magda Gessler w żałobie. Internauci natychmiast zareagowali








