Wyjątkowy moment w „Tańcu z Gwiazdami”. Boczarska i Banasiuk rzadko to robią publicznie!
W studiu „Tańca z Gwiazdami” atmosfera była wyjątkowa, ponieważ widzowie mogli zobaczyć duet, który na co dzień rzadko dzieli się prywatnością. Magdalena Boczarska pojawiła się u boku Mateusza Banasiuka w specjalnym, rodzinnym odcinku programu. Choć takie momenty w show nie są nowością, w tym przypadku emocje były wyraźnie większe.
Para od lat buduje swoją relację z dala od nadmiernej ekspozycji medialnej. Dlatego też każdy ich wspólny występ wywołuje duże zainteresowanie. Tym razem nie chodziło jednak wyłącznie o show. W rzeczywistości widzowie dostali wgląd w relację, która rozwijała się poza blaskiem fleszy.
Co ciekawe, ich obecność w programie nie była przypadkowa. Format rodzinny niejako wymusił bardziej osobisty ton. Dzięki temu publiczność mogła zobaczyć ich nie tylko jako aktorów, lecz także jako partnerów.
Od festiwalu w Toronto do wspólnego życia
Choć dziś tworzą stabilny związek, początki ich relacji nie były oczywiste. Poznali się w 2014 roku podczas festiwalu filmowego w Toronto. Jak wspominała aktorka, sytuacja była dość nietypowa.
„Ja promowałam tam film 'W ukryciu’, w którym zagrałam lesbijkę, a Mateusz film, w którym zagrał geja. Tak się odnaleźliśmy” – mówiła w jednym z wywiadów.
Z czasem ich znajomość przerodziła się w relację, która przetrwała próbę czasu. Mimo że od początku wzbudzała emocje, szczególnie ze względu na różnicę wieku, para nie uległa presji opinii publicznej.
Początki nie były jednak łatwe. Boczarska otwarcie mówiła o obawach, które towarzyszyły jej na starcie. W rozmowie z „Pani” przyznała:
„Nie jest fajnie, gdy ciągle przypominają ci, że jesteś od niego starsza, że twój zegar biologiczny tyka”.
Mimo tych doświadczeń zdecydowała się zaufać emocjom. Jak się okazało, była to decyzja, która ukształtowała jej życie na lata.
Kanadyjski splot wydarzeń. „Mateusz mi zaimponował”
Choć Toronto kojarzy się z wielkim światem kina, dla Boczarskiej i Banasiuka był to przede wszystkim czas przełomowych rozmów. Aktorka nie ukrywała, że młodszy kolega po fachu od razu zwrócił jej uwagę nie tylko talentem, ale i dojrzałością. W kuluarach festiwalu, z dala od polskich mediów, mogli pozwolić sobie na szczerość, której brakowało im w kraju.
To właśnie tam, między kolejnymi pokazami filmowymi, narodziła się więź, która przetrwała próbę czasu. Jak wspominali znajomi pary, Mateusz musiał się jednak sporo natrudzić, by przekonać do siebie Magdalenę, która początkowo sceptycznie podchodziła do budowania relacji w blasku fleszy.
Ostatecznie to jego determinacja i autentyczność sprawiły, że postanowili dać sobie szansę, nie zważając na to, co powie branża.
Związek bez ślubu, ale z jasnymi zasadami
Choć wiele par w show-biznesie decyduje się na formalizację relacji, oni wybrali inną drogę. Magdalena Boczarska i Mateusz Banasiuk od lat żyją w tzw. rzymskim małżeństwie. Oznacza to, że są razem, wychowują dziecko i prowadzą wspólne życie bez ślubu.
Aktorka wielokrotnie podkreślała, że nie widzi potrzeby formalizowania związku. W rozmowie z Jastrząb Post powiedziała:
„W ogóle nie rozumiem tego pytania, bo ludzie albo są w związku i chcą ze sobą być, albo nie”.
Dodatkowo zwróciła uwagę na to, co dla niej jest najważniejsze:
„Nam związek ukonstytuowało dziecko i to jest, moim zdaniem, najwyższy glejt, jaki można mieć między ludźmi”.
Ich syn Henryk, urodzony w 2017 roku, stał się centrum ich życia. To właśnie rodzina, a nie formalności, definiuje ich codzienność.
Partnerzy nie tylko prywatnie, ale i zawodowo
Ich relacja wykracza poza życie prywatne, ponieważ współpracują również zawodowo. Wspólne projekty teatralne pokazują, że potrafią łączyć życie osobiste z pracą.
Mateusz Banasiuk w rozmowie z Onet Rano zwracał uwagę na specyfikę takiej współpracy:
„Jest szybciej, pewne rzeczy są szybciej, dlatego że nie musimy owijać w bawełnę, możemy mówić wprost”.
Jak dodał, taka relacja pozwala im lepiej rozumieć swoje mocne i słabe strony. Dzięki temu szybciej osiągają zamierzony efekt artystyczny.
Z jednej strony taka bliskość może być wyzwaniem, ale z drugiej daje przewagę. W ich przypadku zdecydowanie przeważa ta druga opcja.
Sprawdź również:
Wiktoria Gorodecka o pustce po finale „TzG”. „Czułam się, jakbym była w żałobie”
Burza po werdykcie w „Tańcu z Gwiazdami”. Widzowie nie dowierzają: „Skandal!”







