Koniec milczenia na Sri Lance. „Mój tata był sprawcą przemocy”
Napięcie w obozie „Królowej przetrwania” rosło z odcinka na odcinek, jednak to, co wydarzyło się podczas wieczornej rozmowy przy ognisku, , nadało programowi zupełnie inny, bolesny wymiar. W szczerej rozmowie z Dominiką Rybak, Karolina Pajączkowska ujawniła, że zaledwie trzy tygodnie przed wylotem do programu zmarł jej ojciec. Śmierć ta stała się impulsem do przerwania milczenia. Choć ton dziennikarki był spokojny, każde jej słowo niosło ze sobą ogromny ładunek bólu.
„Każda osoba ma swoją historię i dzisiaj się dużo bardzo otworzyłyśmy przed sobą. Ja mam trudną historię, która ma mocny wpływ. Mój tata był sprawcą przemocy. Był w tym bardzo finezyjny, bo nie był takim zwykłym sprawcą przemocy, tylko mieliśmy naprawdę z nim bardzo bardzo trudno” – zaczęła swoje wyznanie Pajączkowska.
Dziennikarka opisała mechanizm, który psychologia nazywa syndromem „bohatera rodziny”. To rola, którą często przyjmują dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych, próbując za wszelką cenę utrzymać dom w ryzach.
„Ja wytworzyłam osobowość, to się nazywa bohater rodziny, bohater wojenny, który scala rodzinę i sprawia, żeby wszystko było ok. Ja byłam takim bohaterem rodziny, jak mój tata wracał i się awanturował i pił, to ja go usypiałam, przytulałam. Moja mama też na to pozwalała. (…) Udając bohatera i na każdym kroku zakładając taką maskę, że ja przede wszystkim sobie poradzę, ale prawda jest taka, że sobie nie radzę, dlatego też poszłam na terapię”.
Prawda o ojcu-oprawcy. „Dopuszczał się przestępstw bardzo poważnych”
Z każdą kolejną minutą opowieść Karoliny Pajączkowskiej stawała się coraz bardziej wstrząsająca. Dziennikarka zdecydowała się ujawnić mroczne szczegóły z życia ojca, które przez lata pozostawały poza przestrzenią publiczną. Wyznała, że jej strach miał realne podstawy – ojciec był człowiekiem niebezpiecznym, który dopuszczał się brutalnych przestępstw.
„Mój tata zmarł, gdzie bardzo bardzo chciałam na końcu tej terapii na koniec tego roku… Pójdę do niego i wiecie, po 18 latach mu wybaczę. A nie było łatwo mu wybaczyć, bo to nie jest tak, że tylko nam sprawiał przemoc. Tylko też krzywdził innych ludzi. Nie mogłam mu przez wiele lat wybaczyć, bo był w więzieniu, bo dopuszczał się przestępstw bardzo poważnych i ja nigdy tego nie powiedziałam publicznie, ale to chyba czas, żeby to powiedzieć – wiecie jakby ja nie jestem niczemu winna, po prostu takiego miałam tatę”.
Kiedy padły konkretne oskarżenia, w obozie zapadła głucha cisza. Uczestniczki nie były w stanie ukryć szoku.
„Mój tata jak miałam 19 lat pociął sąsiadce gardło, za co trafił do zakładu karnego. Podciął jej gardło, bo pożyczył jej pieniądze, a ona nie była w stanie mu oddać” – wyznała bez ogródek dziennikarka.
Dzieciństwo jak wojna. „Dlatego na wojnie czuję się najlepiej”
Karolina Pajączkowska przyznała, że lata życia w strachu trwale wpłynęły na jej psychikę. Wspomnienia z dzieciństwa, w których ojciec znęcał się nad jej matką, do dziś budzą w niej dreszcz. Opisała sceny wyganiania rodziny na mróz i sadystycznych „ćwiczeń”, które zgotował jej rodzic.
„Liczne terapie próbowały jakby mi pomóc, żebym była normalna, ale jestem skrzywiona i zawsze będę… Wiele razy przy nas robił krzywdę mamie – potrafił wygonić ją nagą na mróz, wyganiał nas w nocy, liczył nam czas, macie 10 sekund, żeby się ubrać… Przeżyłam wojnę jako dziecko i dlatego na wojnie czuję się najlepiej”.
Te słowa rzucają zupełnie nowe światło na karierę zawodową Karoliny Pajączkowskiej. Dziennikarka, która relacjonowała konflikty zbrojne, m.in. wojnę na Ukrainie, odnalazła w ekstremalnych warunkach spokój, który paradoksalnie znała z własnego domu.
„Bałam się, że mnie odnajdzie”. Dlaczego milczała 18 lat?
Kulminacja szczerości nastąpiła, gdy Karolina Pajączkowska wyjaśniła, dlaczego dopiero teraz, w wieku dorosłym i będąc osobą publiczną, odważyła się na taką konfrontację z przeszłością. Przyczyną był paraliżujący lęk przed zemstą ojca.
„Od wielu lat chciałam opowiedzieć swoją historię, ale bałam się tego, że mój tata mnie odnajdzie i ukaże mnie za to. Dzisiaj już go nie ma na tym świecie i w końcu się nie boję. Nie chcę już udawać, nie chcę już zmieniać terapeutów i mówić, że jest ok, bo nie jest ok. Nie chcę już, żeby ludzie patrzyli na mnie jak na kogoś, kto jest silny, ale ma jakąś drugą twarz”.
To wyznanie w „Królowej przetrwania” stało się bowiem momentem przełomowym. Karolina Pajączkowska, mimo żałoby, wybrała wolność poprzez prawdę. Pokazała, że za wizerunkiem „silnej kobiety” kryje się historia walki o godność i uzdrowienie, która inspiruje tysiące kobiet zmagających się z podobnymi traumami.
Czytaj więcej też o tej sprawie:







