Ava Max odchodzi z Atlantic Records i zaczyna od nowa
Ava Max oficjalnie potwierdziła, że zakończyła współpracę z Atlantic Records, czyli wytwórnią, z którą była związana od 2016 roku. Informację przekazała w otwartym liście do fanów, nazywanych „Avatars”. Artystka wyjaśniła, że ostatnie miesiące były dla niej przełomowym momentem.
„Z perspektywy czasu wyszło mi to na dobre, ponieważ nauczyło mnie stawać w obronie tego, w co wierzę, i nie bać się mówić o tym, co jest dla mnie ważne” – napisała. Dodała również: „Musiałam zmienić kilka rzeczy i zrobić to, co najlepsze dla muzyki, którą chcę tworzyć”.
Piosenkarka przyznała, że decyzja o odejściu nie była impulsywna. Przez wiele miesięcy analizowała swoją sytuację, ponieważ czuła rosnące napięcie, jak i brak wsparcia.
„Wiem, czego chcę, i myślę, że to wspaniałe uczucie wiedzieć, czego się chce” – powiedziała w rozmowie z „Variety”.
Następnie podkreśliła: „To piękne miejsce, w którym można się znaleźć. Kiedy budzisz się rano, czujesz ekscytację życiem. To brak decyzji mnie wcześniej stresował. Bycie w zawieszeniu”.
Współpraca z Atlantic Records przyniosła jej globalne sukcesy. Single takie jak „Sweet But Psycho” oraz „Kings & Queens” przekroczyły trzy miliardy odtworzeń w serwisie Spotify. Jednak, jak przyznaje, z czasem poczuła, że jej wizja nie spotyka się z pełnym zrozumieniem.
- Zobacz też: Natalia Oreiro zachwyca przed 49. urodzinami. Fani oniemieli: „Czas się dla niej zatrzymał!”
Ava Max zauważyła zmianę w relacjach z wytwórnią po premierze debiutanckiego albumu „Heaven & Hell” w 2020 roku. Wspominała, że sugerowano jej modyfikację brzmienia oraz rezygnację z charakterystycznej fryzury.
„To była zmiana energii” – mówiła. „To było prawie jak: ‘OK, zostawiamy ją samą’. Tak się czułam”.
Jej trzeci album „Don’t Click Play”, wydany w sierpniu ubiegłego roku, był w całości jej wizją. Jednak proces powstawania nie należał do łatwych. Jak twierdzi, jej A&R „nie odbierał telefonów”, a atmosfera wokół premiery była niepewna. Album ostatecznie ukazał się zgodnie z planem, lecz nie osiągnął oczekiwanych wyników.
Następstwem była anulowana trasa koncertowa. Presja odbiła się na jej zdrowiu. Artystka zmagała się z bólami głowy oraz zawrotami. Wtedy zdecydowała, że dalsze trwanie w obecnej sytuacji nie ma sensu.
„Na końcu dnia szanowaliśmy się nawzajem” – powiedziała o rozstaniu z Atlantic. Określiła je jako „dorosłe rozstanie”.
„Doszliśmy do porozumienia, że będzie nam lepiej bez siebie”.

„Kill It Queen” otwiera nową erę Ava Max
Nowym początkiem stał się singiel „Kill It Queen”. Utwór jest pierwszą zapowiedzią czwartego albumu, który ukaże się jeszcze w tym roku. Artystka podpisała umowę z Artist Partner Group, ponownie współpracując z Mike’em Carenem, który wspierał jej początki kariery.
„On podpisał ze mną kontrakt na początku, gdy nikogo nie obchodziłam” – wspomina. „Nauczył mnie wiele i wprowadził do studia. Mówi mi prawdę. A ja lubię ludzi, którzy są szczerzy i bezpośredni. To dla mnie ważne”.
Nowy zespół nazywa swoim „wilczym stadem”.
„Dzwonią do mnie dzień i noc. Jestem jak: wow, oni są może bardziej podekscytowani niż ja. Jak to możliwe?” – mówiła z uśmiechem.
„Kill It Queen” to hymn samowystarczalności, utrzymany w charakterystycznym dla niej stylu. Ava Max nie zamierza odchodzić od popu, mimo że w sieci pojawiały się sugestie, aby eksperymentowała z innymi gatunkami.
„Coś mnie uderzyło. Pomyślałam: nie. Kocham muzykę pop. Kocham tworzyć popowe utwory. Dlaczego miałabym to porzucić tylko dlatego, że w zeszłym roku nie byłam wspierana?” – podkreśliła.
Dodała również: „Dlatego wszystko przebudowałam. Odeszłam z wytwórni. Kocham tych ludzi, ale nie byli odpowiednim dopasowaniem, ponieważ ktoś, kto nie widzi piękna w muzyce pop, nie jest odpowiednią osobą do współpracy ze mną”.

Trudny rok i osobiste rozstanie
Ostatni rok był dla niej wyjątkowo wymagający także prywatnie. Pod koniec 2023 roku rozstała się z Cirkutem, wieloletnim producentem i partnerem. Wkrótce potem dowiedziała się, że zaczął spotykać się z jej współautorką, Madison Love. To wydarzenie pozostawiło w niej poczucie braku zaufania.
Jednocześnie próbowała współpracować z różnymi menedżerami, jednak żadna relacja nie przetrwała próby czasu. Czuła się osamotniona w strukturach wytwórni, która wcześniej była jej zapleczem. Wszystko to nałożyło się na zawodowe napięcia.
Mimo to artystka nie zrezygnowała z wizji. Pracuje nad nową identyfikacją wizualną projektu. Inspiruje się domami mody Galliano oraz Westwood. Opisuje ją jako bardziej high fashion, lecz z teatralnym, „cyrkowym” twistem.
Rok 2026 ma być dla niej momentem redefinicji. Nie podaje jeszcze konkretnych dat, lecz zapowiada trasę koncertową.
„Chcę być tam. Chcę widzieć fanów. Chcę występować” – mówiła. „Chcę robić wszystko 10 razy lepiej niż kiedykolwiek… Chcę też poczuć się odrodzona w tej erze. Odkopać tę dziewczynę. Odnaleźć ją i pójść większa i lepsza”.
Dla Ava Max scena zawsze była priorytetem. Choć nie od zawsze marzyła o byciu gwiazdą pop, zawsze chciała łączyć ludzi jako performerka. Dziś, po trudnym roku i zmianach personalnych, wchodzi w nowy etap z jasno określoną wizją.
Podsumowując, Ava Max zamyka dekadę w Atlantic Records i rozpoczyna niezależną erę. „Kill It Queen” jest sygnałem, że nie zamierza rezygnować z popowej tożsamości. Jednocześnie zapowiada, że wszystko będzie większe, odważniejsze i bardziej świadome. Teraz pozostaje pytanie, czy nowy rozdział przyniesie jej oczekiwane odrodzenie.
- Sprawdź również: Ava Max szczerze o dramatycznej walce o głos: „Moje struny głosowe eksplodowały… A potem wydarzył się cud”



