Lanberry mocno ubolewa. Piosenkarka wypowiedziała się na temat branży muzycznej

Lanberry mocno ubolewa. Piosenkarka wypowiedziała się na temat branży muzycznej
fot. instagram.com/lanberry

Lanberry najbardziej ubolewa, że z powodu pandemii nie mogła podczas koncertów na żywo zaprezentować fanom utworów ze swojej najnowszej płyty „Co gryzie Panią L?”, która jej zdaniem jest prawdziwą muzyczną perełką. Ale żeby poczuć jej wyjątkowy klimat, potrzebna jest interakcja wykonawcy z publicznością. Wokalistka przyznaje, że choć ratowała sytuację występami w sieci, to jednak bardzo brakowało jej tej szczególnej energii, jaka towarzyszy spotkaniom twarzą w twarz. Ciężkie czasy nastały nie tylko dla artystów, ale także dla osób obsługujących trasy koncertowe i pracujących na tzw. backstage’u. Oni również od roku pozostają bez pracy.

Lanberry przyznaje, że przyszłość zawodowa wielu osób związanych z branżą muzyczną i eventową z powodu pandemii stanęła pod dużym znakiem zapytania. W kiepskiej sytuacji są nie tylko ci, których zwykle widać na scenie, ale także fachowcy zajmujący się obsługą techniczną koncertów.

– Pandemia bardzo uwiera wszystkim artystom i wszystkim ludziom związanym z branżą muzyczną, eventową, a przecież to są rzesze ludzi. Ten ułamek artystów to jest tylko nasza twarz, która sygnuje to wszystko, co się dzieje w branży rozrywkowej, a pomyślmy o tych wszystkich, którzy stoją za kamerą, za mikrofonem, produkują, są odpowiedzialni za technikę estradową itd. Od roku muszą oni kombinować, bo po prostu nie mogą pracować i nie mają pomocy. Jeśli chodzi o branżę eventową, to poupadało sporo biznesów, ale mam nadzieję, że to wszystko się odrodzi – mówi agencji Newseria Lifestyle Lanberry, wokalistka, autorka tekstów.

▸ Zobacz: Maciej Musiałowski debiutuje muzycznie! U boku Julia Wieniawa, a w tle historia…

Jak zauważa, pandemia i związane z nią restrykcje mocno zmieniły rynek muzyczny.

Artyści znaleźli nowe formy komunikacji z publicznością. Wszystkie działania związane z promocją nowych utworów i nowych albumów przeniosły się do sieci. Tak było również w przypadku jej najnowszej płyty zatytułowanej „Co gryzie Panią L?”. Krążek miał swoją premierę w październiku ubiegłego roku i jak podkreśla wokalistka, jest on najbardziej dojrzały w jej dorobku, a zarazem niezwykle intymny.

– Widzimy pewne tendencje, przede wszystkim promocja muzyki odbywa się głównie online, bo nie mamy możliwości zaprezentowania tego materiału w sposób dla mnie wymarzony, czyli na żywo z energią publiczności. To było moje marzenie przy okazji mojej najnowszej płyty, bo ta płyta naprawdę jest mega, aż się chce ją po prostu zaśpiewać na żywo. Niestety pandemia pokrzyżowała nam plany. Oczywiście od początku pandemii znaleźliśmy sposoby na to, żeby jakoś w tym żyć, jakoś w tym funkcjonować – mówi Lanberry.

Artystka organizuje więc koncerty w sieci. Jednak jak przyznaje, choć wkłada w nie dużo serca, to już nie jest to samo, co spotkanie z publicznością na żywo i ciężko jej poczuć odpowiedni klimat.

– Robiliśmy koncerty online, ale to naprawdę nie jest to samo. To jest superrozwiązanie na parę miesięcy max, ale potem robisz to i czujesz, że nie ma tego najważniejszego pierwiastka, czyli interakcji między mną a publicznością. I tutaj jest trochę zonk. Ja na tych koncertach czasami próbuję zwracać się bezpośrednio do tych, którzy oglądają nas online, i to też daje mi jakieś połączenie, ale to już nie to samo – podkreśla.

W czasie pandemii fani muzyki słuchają więcej radia, szukają nowych inspiracji i otwierają się na nieznanych im dotąd twórców. Powstaje także wiele utworów inspirowanych obecną sytuacją.

– Jeśli chodzi o te online’owe rzeczy, to tutaj oczywiście widzę nowe fajne tendencje, bo wszystkie platformy rozkwitają, rozkwita TikTok, rozkwitają platformy streamingowe, więc ludzie sięgają jednak po muzykę – mówi Lanberry.

Wokalistka nie ukrywa, że marzy o powrocie na scenę, ale obecna sytuacja epidemiologiczna nie pozwala snuć dalekosiężnych planów koncertowych.

– Zapytania jakieś mamy, natomiast cały czas się obawiam o to, że nagle coś się wydarzy niespodziewanego. Ale oczywiście zakładam najlepszy scenariusz, bo kiedyś to się musi skończyć, bo koncerty to jest absolutnie moje marzenie numer jeden. Chciałabym, żeby wrócił ten vibe koncertowy, kiedy wsiadamy w busa, lecimy do najdalszych zakątków w Polsce, dzięki czemu nie tylko mogę spotkać się z fanami, ale też odkrywam Polskę, co jest w ogóle fenomenalne, bo nigdy bym w życiu nie trafiła do niektórych pięknych miejsc. Bardzo tęsknię za takimi naszymi wyprawami – mówi Lanberry.

Lanberry wierzy, że po zakończeniu przymusowej izolacji branża muzyczna może przeżywać prawdziwy boom.

– Mam nadzieję, że kiedy te wszystkie obostrzenia się zakończą, to ruszymy pełną parą. Jeśli chodzi o koncerty, to myślę, że branża wróci silniejsza – dodaje wokalistka.

▸ Przypominamy: Marcelina Zawadzka takich zdjęć jeszcze nie miała! Pokazała za dużo?!

Nie chcesz przegapić żadnej plotki ze świata show-biznesu?
▸ Obserwuj nas w oficjalnej aplikacji Google News!