Takie płyty nie ukazują się często. Jakie? Przypominające bardziej słuchowisko radiowe niż kolekcję piosenek. Trzecie wspólne dzieło Blixy Bargelda i Teho Teardo właśnie taki ma charakter.

Nie, żeby Niemiec i Włoch dokonali jakieś radykalnej stylistycznej wolty w porównaniu do wcześniejszych wspólnych wydawnictw, ale „Nerissimo” ma zdecydowanie najbardziej kameralny, intymny, tajemniczy charakter, zaś deklamacje, recytacje, specyficzne instrumentarium, dodają całości klimatu.

Słuchowisko radiowe przyszło mi na myśl, przedstawienie jakiegoś niezależnego teatru, w którym karmi się wyobraźnię widza niestandardowymi opowieściami. Każdy dopowie sobie, co mu pasuje, a może zinterpretuje ten album zupełnie inaczej niż ja.

Mam silne przeczucie, że panowie zrobiliby furorę występując, dajmy na to, na wrocławskim festiwalu piosenki aktorskiej i prezentując piosenki z „Nerissimo” w całości.

Na zdjęciu z okładki Blixa i Teho są niczym wycięci z kadru filmu Tima Burtona. Lekcje odrobiłem i dowiedziałem się, że jest to wariacja na pełen symboli renesansowy obraz Hansa Holbeina Młodszego „Ambasadorowie”.

Nie jestem pewny, do jakiego stopnia doszła interpretacja malarskim arcydziełem. Wiem natomiast, że wbrew tytułowi, oznaczającemu „najczarniejszy”, „najciemniejszy”, nie jest to zbyt mroczny album, przytłaczający, dołujący.

Fakt, przemierza się go głównie w tempie spokojnym, pośród wyważonych emocji, poprzez krajobraz pięknie wzbogacony o smyczki (genialne wrażenie robi to w „The Empty Boat”) czy klarnet, brzmiących obok instrumentarium typowo rockowego.

Jeśli ktoś zapyta, czy są tu jakieś nawiązania do czasów Blixy z The Bad Seeds, to odpowiem twierdząco. Podobną estetykę ma choćby najmocniej działający na słuchacza, zaśpiewany w ojczystym języku Bargelda „Ich bin dabei”, również śpiewany po niemiecku „Nirgendheim” zdradza odległe ślady współpracy Niemca i Australijczyka.

Dominujące jest jednakowoż wrażenie obcowania z czymś na kształt, bajki, teatru, kabaretu albo wspominanego już słuchowiska.

Obowiązkami Teho i Blixa podzielili się niemal po równo. Muzycznie raz wyręczył ich Caetano Veloso, bo to on stworzył przepiękny utwór „The Empty Boat”.

Ale gdybym nie przestudiował bookletu nie wpadłbym na to, bo piosenka jest tak doskonale dopasowana do całości, że bez trudu można ją wziąć za dzieło Niemca i Włocha.

A całość jest albumem kontemplacyjnym, do uważnego słuchania i delektowania się detalami. Albumem nieczęsto spotykanym.


POLUB NASZ SERWIS NA FACEBOOKU

R E K L A M A » meble na wymiar gniezno

REKLAMA
loading...
loading...
PODZIEL SIĘ